czwartek, 4 lutego 2016

Pokuty nie będzie. Życie wystarczy.

       Im bardziej się staram tym gorzej mi wszystko wychodzi. Jedyne co udało mi się zaobserwować to to, że z dnia na dzień jestem tym staraniem coraz bardziej zmęczona. Wrażanie mam i oprzeć się mu nie mogę, że trzyma mnie jakaś siła, nie do opisania, a ja tylko odbijam się od niej tak, jakbym była do niej przyczepiona sprężyną lub inną dziwną lepką gumą.

       I przez chwilę nawet ta śmieszna zabawa sprawiała mi radość. Te chwile niepewności i dziwny skurcz w żołądku, gdy zdałam sobie sprawę czym (kim), jest ta owa siła. Ukrywać nie będę, tak dawno już nie czułam w sobie tylu cudownych uczuć, że przez chwilę nawet miałam nieodparte wrażenie, że z tej radości kogoś w tramwaju obrzygam, uśmiechając się przy tym uroczo. I trwało to tak niezmiennie przez jakiś bliżej nieokreślony czas, bo przecież szczęśliwi czasu nie liczą, stąd owe zaniki pamięci. Złapałam się na tym nie raz, że od tego czasu miliony razy mogłam odgrywać jedną i tą sama scenę na tysiące sposobów i za każdym razem kończyć ją tak, aby dalej widzieć blask w oczach i szczery do bólu uśmiech. To właśnie wtedy zależało mi na szczęściu, bo tym szczęście aż kipiałam i choćbym nie wiem jak się starała kipieć nie przestawałam.

       Więc jak teraz można mieć żal do kogoś, że ta cała radosna euforia przysłoniła jej cały świat. Tak cały. Po horyzont. I jak można taką osobę karać za jej nadzieję, uśmiech, miłość, tęsknotę, troskę i chęć do życia? Kim trzeba być, co trzeba czuć, jak trzeba myśleć, aby przez pryzmat własnej osoby dyktować komuś jak powinien żyć?

       I śmiało stwierdzam, że to całkiem miłe, że wszystko musiało nam wtedy sprzyjać, data, pogoda i miejsce.
       A teraz patrzę w Twoje oczy i ...

środa, 18 listopada 2015

Facet na którym nie można polegać, nie jest atrakcyjny.

       I oto nadszedł ten czas. Pan wie, co mam na myśli? Wstałam jak zwykle w zwyczaju mam w południe, bo do trzeciej w nocy, jak co noc, układałam w głowie nikczemny plan na swoje życie. I jakimś takim dziwnym trafem powiem Panu wszystko zaczęło składać się w jedną całość. Ból głowy ustał. Oczy wydawały się bardziej wyraźne, a nie szkliste. Moja skóra nabrała wreszcie normalnego koloru, nie była już taka blada i zmęczona. Rysy twarzy były wyraźniejsze i włosy bardziej lśniące. Czy to za sprawą tych ostatnich nocy? Niewykluczone.

       Powiem Panu, że ja sama nie do końca wiem jak to działa, ale działa. A przecież w tym wszystkim najważniejszy jest rezultat. Chciałabym Panu to jakoś wytłumaczyć, opisać, opowiedzieć, ale nie umiem, a i tak jestem pewna, że by mnie Pan nie zrozumiał, bo to dla mnie samej jest dość dziwne. 

       W całej tej zagadkowej sytuacji jedno jest pewne. Dziś już zupełnie inaczej patrzę na to co dzieje się wokół mnie. Dostrzegam, kto przy mnie zawsze jest i doceniam to bardziej niż cokolwiek w życiu. Wiem już na kim mogę polegać i kto zawsze stanie w mojej obronie. Wiem kto mnie kocha niezależnie od tego jaki mam aktualnie humor. Wiem kto mnie nigdy nie okłamie i nie oszuka dla własnych korzyści czy chwilowych przyjemności. Wiem, kto tęskni za mną z dnia na dzień coraz bardziej i nie unika mych dłoni, głosu czy wzroku. Wiem, kto tak niecierpliwie czeka na każdą chwilę wspólnie spędzoną. Dziś to wiem. 

       Własnie dziś i własnie teraz jest ten czas, aby wreszcie zdać sobie z tego sprawę i zapytać, czemu do cholery kazał mi Pan na to tak długo czekać?

środa, 28 października 2015

Ona słucha techno w za ciasnych spodenkach.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia, to ją spotkasz. Nie zdarza się, aby przeszła obojętnie obok kogoś, zupełnie niezauważona. Wszystko to za sprawą tych spodenek i zbyt głośno puszczonej muzyki w słuchawkach, której słuchasz mimowolnie i poddajesz jej się bezsprzecznie.
Parę razy zdawało jej się, gdy muzyka w słuchawkach przestała dudnić, bo losowo wybierała kolejny kawałek w swej bogatej playliście, że ktoś ją o coś pyta, bądź mówi do niej chaotycznie i niespójnie, lecz nigdy zbytnio się tym nie przejmowała, uśmiechała się jedynie od ucha do ucha i odchodziła w przeciwnym kierunku, nie zawsze zgodnym z celem jej wędrówki.

       Ci którzy ją poznali, zawsze mówili, że nie znają drugiej tak zagadkowej osoby. Wszędzie gdzie była, wypełniała swoją pozytywną energią każde miejsce. Nie miewała gorszych dni, nie tęskniła za tym czego nie miała, bo całą swoją uwagę skupiała na tym co aktualnie posiadała. Ważne było tylko tu i teraz. Jej myśli nie krążyły wokół dalekiej przyszłości, bo po co planować coś co i tak nie wiadomo czy nadejdzie.
Nie martwiła się, że wraca do domu gdzie nikt na nią nie czeka, bo zawsze otaczała się najbliższymi i najważniejszymi osobami, które znała i to one dawały jej siłę na przetrwanie każdego dnia, mimo, że żadne z nich o tym nie wiedziało. Pewnie dlatego właśnie dawała im siebie w całości, tak w ramach wdzięczności za to, że są.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia... Niech nie zmyli cię jedynie fakt iż wszystko co o niej do tej pory wiedziałeś wcale się nie sprawdzi. No może tylko to, że dalej słucha techno i czasem zakłada za ciasne spodenki, lecz chyba już tylko z sentymentu. Po dawnej jej, zostało już tak niewiele.
Czuła ostatnimi czasy, że coś co do tej pory trzymało ją w pionie, już dawno zniknęło, przepadło i nie miało już sensu. Pozostał jedynie szary gęsty dym w jej głowie, jak po wypaleniu papierosa, kiedy całe pomieszczenie wypełnia się po brzegi tym przeszywającym, śmierdzącym dymem.
Jak to się mogło stać? Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła wierzyć, że nic nie jest w stanie jej zniszczyć? Rozsypać na drobne kawałki jak puzzle. Ile razy już próbowała poskładać je w jedną całość. Bez skutku. Cóż nie ma się co dziwić. Dopiero po dłuższym czasie dotarło do niej, że brakuje najważniejszego elementu, który mógłby uratować tą beznadziejną sytuację. Nawet nie wie, kiedy i gdzie to zgubiła. Może stało się to dokładnie w tym samym momencie, kiedy przez chwilę dała się ponieść najsilniejszym emocjom jakie ją spotkały w całym jej dotychczasowym życiu. Może to właśnie to ją zgubiło.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia, nie machaj rękami, nie krzycz, nie wołaj i nie pytaj co się do cholery z tobą stało? Spróbuj jedynie, przez chwile, przez ułamek sekundy zajrzeć jej głęboko w oczy i sprawdzić czy tam na szarym końcu wciąż tli się to małe światełko.