Powiedział i spojrzał na mnie tymi maślanymi oczami. Zabrzmiało to jak jakiś wyrzut z jego strony w moim kierunku. Prawda jest jednak nie do końca taka. Bo co jeśli ostatnimi czasy stałam się bardziej niecierpliwa niż zwykle? Co jeśli czekanie już mi się znudziło? Całe życie na coś czekam. Na pierwszy dzień w szkole, na pierwsze wakacje, na to, aż będę dorosła. Czekam na wiosnę i lato przez całą jesień i zimę, na wolny weekend po ciężkim tygodniu pracy. Czekam aż wrócisz do domu i będę mogła Ci powiedzieć na co czekałam cały ten dzień. Czekam na miłość, na seks i na sen. Czekam, aż mnie przytulisz, weźmiesz w ramiona i powiesz, że jestem Twoja na zawsze, na stałe, na resztę życia, aż się cali pomarszczymy ze starości i będziemy uśmiechać się do siebie szczerbaci, ale szczęśliwi. Czekam, aż wreszcie będziesz mnie chciał, aż będziesz miał odwagę i wewnętrzną siłę, aby zaproponować mi wspólne życie, tak po bożemu jak to babcia ma w zwyczaju mawiać. Czekam, aż któregoś dnia stanę w drzwiach ze łzami w oczach z tym małym pudełeczkiem na buty i wiem, że nie będę musiała już nic więcej mówić, bo już tyle razy o tym mówiliśmy. Czekam na jakiś przełom, małą odmianę, bo zamiast cieszyć się tym co jest tu i teraz ja ciągle na coś czekam. Odbiera mi to radość życia, spędza sen z powiem i ostro daje w kość. Co gorsza wiem, że jeżeli nawet się na coś doczekam, to będzie to radość chwilowa. Radość szczera, głęboka i szalona, ale na moment. Mówi się, że im dłużej się na coś czeka, tym większa jest później przyjemność, ale co to da, że dłużej poczekam z myciem zębów? Tylko moja próchnica będzie miała z tego ubaw zżerając mi zęby od środka.
I wcale nie chodzi mi o to, że czekać mi się nie chce, bo zawsze mam tak, że gdy doczekam się już czegoś to na jego miejsce wskakuje inna chęć, potrzeba czy zachcianka. Może to teraz wydać się dziwne i uznasz, że coś ze mną jest nie tak, bo ciągle czegoś chcę, ale przecież już taka ludzka natura jest, że każdy w swoim życiu na coś czeka. Z upływem lat i z biegiem czasu, śmiało mogę stwierdzić, że czasami czekanie się opłaca. No chyba, że czeka się na najgorsze. Bo chyba nie ma nic gorszego niż świadomość, że to co przed nami wcale nie przyniesie nic dobrego. Choć w gruncie rzeczy buduje to naszą osobowość, kształtuje charakter i dodaje sił. Wiadomo, jak wszystko w życiu tak i czekanie ma swoje plusy i minusy.
Więc czekam. Czekam na te wspólne słoneczne poranki i te ciepłe szalone noce. Czekam, aż woda się zagotuje i będę mogła zalać poranna kawę. Czekam, aż się obudzisz i pierwsze co powiesz to dzień dobry maleńka. Czekam, aż przeciągniesz się na łóżku, wstaniesz, podejdziesz do okna i powiesz to będzie dobry dzień. Czekam, aż usiądziemy rano przy stole i zjemy śniadanie. Czekam, aż wrócisz z miasta, bo musiałeś załatwić ważne niecierpiące zwłoki sprawunki. Czekam, aż znowu mi powiesz coś sprośnego i kolejne długie chwile spędzimy na pieszczotach. Czekam, aż zrobisz głupią minę, powiesz coś śmiesznego i razem będziemy śmiać się do łez. Czekam, aż skończymy pracę i będziemy mogli wreszcie cieszyć się sobą. Czekam, aż pójdziesz z kolegami na wódkę, abym miała wreszcie trochę spokoju. A później będę czekać w nerwach, aż wrócisz, zabijając czas kolejną butelką wina z przyjaciółkami. Czekam, aż na telefonie pojawi się zielona dioda oznaczająca nową wiadomość od Ciebie, mam nadzieje, o treści małpo!
Czekam i w tym czekaniu niemal się zatracam. Czekam bo wiem, że warto czasem czekać. Czekam bo innego wyjścia zazwyczaj nie ma. Czekam bo cierpliwość jest cnotą, a innej przecież już nie mam. Czekam...
A nienawidzę czekać.
poniedziałek, 11 maja 2015
piątek, 8 maja 2015
Breathing doesn't help.
Nie wie Pan przypadkiem gdzie mogę znaleźć wczorajszy dzień? Uciekł mi tak niepostrzeżenie przez palce, jak mokry piasek nad morzem, kiedy go mocniej ściskam on szybciej ucieka, zwiał jak złodziej ze sklepu zabierając ze sobą mój cenny czas. A przecież tak mało tego czasu ostatnio mam. Pan też wydał się lekko zmartwiony, gdy w pośpiechu wychodząc od Pana, rzuciłam jedynie gdzieś w przestrzeń przedpokoju pa, do jutra i chyba nawet coś Pan odpowiedział, chyba, bo myślami już biegłam do tramwaju.
Niekiedy jak wracam do domu, a Pana w nim nie ma, łapię się na tym, że szukam jakichś Pana pozostałości. Nie żebym szukała jakiejś zwady czy pretekstu do awantury, szukam natomiast czegoś co pozwoli mi jakoś wytrwać w oczekiwaniu na Pana. I całe szczęście ma Pan to do siebie, że zostawia różne części garderoby w różnych częściach mieszkania (nie, skarpetek nie wącham - tak w woli jasności) jakby specjalnie, żebym się nieźle natrudziła zanim je odnajdę. Najbardziej przypadają mi do gustu Pana bluzy, lekko za duże, w różnych odcieniach szarości, w dobrym guście i skropione obficie tymi Pana perfumami, które doprowadzają mnie do furii. I chyba dobrze, że nie wie Pan do końca jak one na mnie działają. Schemat zazwyczaj jest ten sam. Wyprowadzam psa na spacer korzystając z okazji, aby po raz ostatni tego dnia zaczerpnąć świeżego powietrza, nie, późniejsze przesiadywanie na balkonie się do tego nie zalicza. Wracam, zdejmuje ubranie, które zawsze krępuje moje ruchy i wchodzę pod prysznic zmywając z siebie cały brud tego dnia. Niesamowite uczucie. Pan też tak ma, że kiedy Pan się wyciera świeżym, pachnącym ręcznikiem odzyskuje Pan wszystkie siły witalne, które drzemały w Panu niemal cały dzień? Wcieram w ciało wszystkie możliwe balsamy, aby wydawało się jeszcze bardziej kuszące i ponętne dla męskiego oka. Dla Pana oczu w zasadzie, bo lubię jak iskrzy w nich namiętność. I wreszcie nadchodzi ta upragniona chwila. Bezszelestnie wręcz, wsuwam na swoje ciało, spragnione Pana dotyku, namiastkę Pana, chwilowy substytut bez którego chyba już istnieć nie potrafię. Taka rutyna. Choruję wie Pan? Kiedy nie czuję Pana blisko i kiedy muszę długo czekać na spotkanie z Panem. Nie jest to chyba do końca normalne. Tak mi się zdaje, bo nikt z mojego bliskiego otoczenia nigdy tak nie miał, a może zwyczajnie nikt o tym nie mówi, żeby nie wyjść na człowieka niespełna rozumu. A ja się łudzę. Łudzę się, że i Pan tak ma. Nie. Nie czekam aż mi Pan to powie. Jeśli tak jest sama to dostrzegę. Wie Pan co dzieje się później? Później się kładę, zazwyczaj gdzie popadnie. Na kanapie, na stole, na podłodze i tak tkwię w bezruchu zaciągając się resztkami Pańskiego zapachu, jak narkoman, który wie, że to ostatnie chwile odlotu i staram się wykorzystać każdą sekundę tej dziwnej ekstazy, uważając przy tym, aby nie stracić ani jednego wdechu ani jednej chwili. I tkwię w tym zawieszeniu jakiś czas. Zależy to zazwyczaj od tego jak ciężki był ten dzień i jak długo już Pana nie ma.
I wie Pan co? Może i dziwnie to wszystko zabrzmi dla kogoś, kto zupełnie przypadkiem tu zajrzy, przeczyta i pomyśli co za bzdury, i w sumie jakoś mało mnie to dziś interesuje, bo generalnie nie obchodzi mnie zdanie niczyje. No może z wyjątkiem Pańskiego, nie wiem nawet czemu tak się dzieje. Jakby mi ktoś przy Panu jakąś blokadę w mózgu aktywował i przestaję trzeźwo i logicznie myśleć. Czuję się wtedy dziwnie spokojnie, ale i dostrzegam w sobie silne podekscytowanie. Wie Pan jak to jest? Każdą kończyną, po jej same końce. Targają mną skrajne uczucia. Dodam jedynie, że są one skrajnie pozytywne.
Umówmy się proszę. Namawiam Pana na spotkanie. W przelocie gdzieś, nagły uścisk dłoni, otarcie się ramieniem o Pana ramie. Może nawet uda mi się zatrzymać Pana wzrok na dłużej. Na tyle długo, że wreszcie mnie Pan dostrzeże. Nalegam wręcz. Niech mnie Pan uwolni od tej dziwnej rutyny. Niech mi Pan poświęci jeden wieczór choćby, w tygodniu. Pan tak pięknie opowiada, przechwala się wręcz ile to Pan nie przeżył i kogo nie poznał imponując mi tym bez przerwy. I chcę, a nawet pragnę poznać ten świat z Pana opowieści, którymi mnie Pan tak namiętnie karmi.
Bo wie Pan, tak to już jest, kiedy pozna się kogoś na tyle blisko, jak ja znam Pana, wtedy zaciera się ta niewidoczna granica między dwojgiem ludzi i jestem już tylko ja i Ty. Czujemy się dziwnie przez chwile, takie to nienaturalne, aby o kimś mówić mój czy moja, jak o rzeczy, którą się w sklepie kupiło. Ale czyż nie jest przyjemniej wracać do domu ze świadomością, że to własnie Ty na mnie czekasz?
Niekiedy jak wracam do domu, a Pana w nim nie ma, łapię się na tym, że szukam jakichś Pana pozostałości. Nie żebym szukała jakiejś zwady czy pretekstu do awantury, szukam natomiast czegoś co pozwoli mi jakoś wytrwać w oczekiwaniu na Pana. I całe szczęście ma Pan to do siebie, że zostawia różne części garderoby w różnych częściach mieszkania (nie, skarpetek nie wącham - tak w woli jasności) jakby specjalnie, żebym się nieźle natrudziła zanim je odnajdę. Najbardziej przypadają mi do gustu Pana bluzy, lekko za duże, w różnych odcieniach szarości, w dobrym guście i skropione obficie tymi Pana perfumami, które doprowadzają mnie do furii. I chyba dobrze, że nie wie Pan do końca jak one na mnie działają. Schemat zazwyczaj jest ten sam. Wyprowadzam psa na spacer korzystając z okazji, aby po raz ostatni tego dnia zaczerpnąć świeżego powietrza, nie, późniejsze przesiadywanie na balkonie się do tego nie zalicza. Wracam, zdejmuje ubranie, które zawsze krępuje moje ruchy i wchodzę pod prysznic zmywając z siebie cały brud tego dnia. Niesamowite uczucie. Pan też tak ma, że kiedy Pan się wyciera świeżym, pachnącym ręcznikiem odzyskuje Pan wszystkie siły witalne, które drzemały w Panu niemal cały dzień? Wcieram w ciało wszystkie możliwe balsamy, aby wydawało się jeszcze bardziej kuszące i ponętne dla męskiego oka. Dla Pana oczu w zasadzie, bo lubię jak iskrzy w nich namiętność. I wreszcie nadchodzi ta upragniona chwila. Bezszelestnie wręcz, wsuwam na swoje ciało, spragnione Pana dotyku, namiastkę Pana, chwilowy substytut bez którego chyba już istnieć nie potrafię. Taka rutyna. Choruję wie Pan? Kiedy nie czuję Pana blisko i kiedy muszę długo czekać na spotkanie z Panem. Nie jest to chyba do końca normalne. Tak mi się zdaje, bo nikt z mojego bliskiego otoczenia nigdy tak nie miał, a może zwyczajnie nikt o tym nie mówi, żeby nie wyjść na człowieka niespełna rozumu. A ja się łudzę. Łudzę się, że i Pan tak ma. Nie. Nie czekam aż mi Pan to powie. Jeśli tak jest sama to dostrzegę. Wie Pan co dzieje się później? Później się kładę, zazwyczaj gdzie popadnie. Na kanapie, na stole, na podłodze i tak tkwię w bezruchu zaciągając się resztkami Pańskiego zapachu, jak narkoman, który wie, że to ostatnie chwile odlotu i staram się wykorzystać każdą sekundę tej dziwnej ekstazy, uważając przy tym, aby nie stracić ani jednego wdechu ani jednej chwili. I tkwię w tym zawieszeniu jakiś czas. Zależy to zazwyczaj od tego jak ciężki był ten dzień i jak długo już Pana nie ma.
I wie Pan co? Może i dziwnie to wszystko zabrzmi dla kogoś, kto zupełnie przypadkiem tu zajrzy, przeczyta i pomyśli co za bzdury, i w sumie jakoś mało mnie to dziś interesuje, bo generalnie nie obchodzi mnie zdanie niczyje. No może z wyjątkiem Pańskiego, nie wiem nawet czemu tak się dzieje. Jakby mi ktoś przy Panu jakąś blokadę w mózgu aktywował i przestaję trzeźwo i logicznie myśleć. Czuję się wtedy dziwnie spokojnie, ale i dostrzegam w sobie silne podekscytowanie. Wie Pan jak to jest? Każdą kończyną, po jej same końce. Targają mną skrajne uczucia. Dodam jedynie, że są one skrajnie pozytywne.
Umówmy się proszę. Namawiam Pana na spotkanie. W przelocie gdzieś, nagły uścisk dłoni, otarcie się ramieniem o Pana ramie. Może nawet uda mi się zatrzymać Pana wzrok na dłużej. Na tyle długo, że wreszcie mnie Pan dostrzeże. Nalegam wręcz. Niech mnie Pan uwolni od tej dziwnej rutyny. Niech mi Pan poświęci jeden wieczór choćby, w tygodniu. Pan tak pięknie opowiada, przechwala się wręcz ile to Pan nie przeżył i kogo nie poznał imponując mi tym bez przerwy. I chcę, a nawet pragnę poznać ten świat z Pana opowieści, którymi mnie Pan tak namiętnie karmi.
Bo wie Pan, tak to już jest, kiedy pozna się kogoś na tyle blisko, jak ja znam Pana, wtedy zaciera się ta niewidoczna granica między dwojgiem ludzi i jestem już tylko ja i Ty. Czujemy się dziwnie przez chwile, takie to nienaturalne, aby o kimś mówić mój czy moja, jak o rzeczy, którą się w sklepie kupiło. Ale czyż nie jest przyjemniej wracać do domu ze świadomością, że to własnie Ty na mnie czekasz?
piątek, 1 maja 2015
Kuszę los.
Kuszę los, bo kusić od zawsze lubiłam. Kuszę Pana, bo był Pan moim losem, a może nadal Pan nim jest. Pokusić bym się mogła o stwierdzenie, że i Pan mnie nadal kusi, jednak kusi mnie Pan do złego. I chodzę teraz i się głośno zastanawiam czy to tylko gra słów i czy z tego kuszenia coś jednak będzie. Musi Pan zrozumieć, mieć na uwadze, że nie wolno Panu, a raczej Pan nie powinien tak mnie kusić po czym udawać, że Pan wcale tego nie robił. Jak mniemam przecież nigdy Pan nie chciał, żebym myślała o Panu Zimny Drań.
Kusi mnie, żeby Panu o tym wszystkim powiedzieć, ale musiałby Pan chcieć mnie wysłuchać, a tymczasem nie dość, że Pan nie słucha to nawet nie stara się udawać, że słuchać powinien. Powiem Panu jedynie, w nadziei, że weźmie Pan to sobie do serca, ewentualnie schowa głęboko w kieszeni i będzie nosił to cały czas przy sobie, że od zawsze kusił mnie Pan jak nikt inny. Kusił Pan chyba nie do końca świadomy, że wyjdzie z tego kuszenia coś tak poważnego. Proszę tylko niech Pan sobie nie myśli, że nie na rękę była mi ta cała kusząca sytuacja, wręcz przeciwnie. Jak każdej pannie lekkich obyczajów schlebiało mi, że Pan taki wytworny w swych słowach i elegancki w swych gestach skusił się, aby to mnie włączyć w swój plan kuszenia świata i zrobił Pan to tak skutecznie, że jest mi aż wstyd, że dałam się tak Panu podejść. Przez jakiś czas później robił to Pan dość systematycznie. Kusząco mnie Pan budził, wślizgując się pod kołdrę i smyrając delikatnie piętami po stopach. Kusząco mi Pan szeptał sprośne teksty do ucha, żebym szybciej zwlekła się z łóżka, choć to rzadko się udawało, kiedy już Pan pod tą kołdrą był. Kusząco zalewał Pan kawę rano mlekiem, abym szybciej się obudziła i podziwiała Pana w dalszym kuszeniu. Kusząco Pan wbijał jaja na patelnię, dosypując świeżo przystrzyżony szczypiorek, jakby go Pan zerwał z ogródka pod blokiem. Kusząco całował mnie Pan w czoło i powtarzał wszystko ma zniknąć. I zawsze się zastanawiałam co Pan tak do końca ma na myśli. Przecież ja nie chcę, żeby Pan zniknął. A czasem jak pomyślę, tak bardzo intensywnie, to wydaje mi się, że własnie Pan mi znika. Widzę Pana jeszcze, dostrzegam Pana zarys, kształt ramion, tych które do dziś mnie tak kuszą, że muszę spać daleko od Pana, bo kusi mnie, żeby Pana dotknąć, ale nie chcę, żeby pomyślał Pan sobie o mnie wariatka. Bo kiedyś sam Pan kusząco nakłaniał, abym Pana tak dyskretnie posmyrała tam gdzie lubi Pan najbardziej, za uszkiem, po pleckach czy dupce. Pokusić bym się mogła o stwierdzenie, że w całej tej sytuacji strasznie mnie Pan oszukał, bo najpierw mnie Pan kusił i namawiał do tych wszystkich sprośnych słów i gestów, a teraz Pan z kuszenia zrezygnował i co gorsze mi też kusić nie pozwala, a ja przecież lubię kusić Pana.
Kusi mnie, a nawet cholernie, bym rzekła, mnie kusi żeby jakoś Pana zmusić, nakłonić do dalszej kooperacji. Mam nawet takie fantazje, żeby Pana przywiązać, rozebrać i kusić, kusić, kusić, ale przecież w tak stresującej sytuacji wcale nie będzie Pan miał ochoty skusić się na moją pokusę. Więc zachodzę w głowę i snuje wielki plan, żeby to całe wzajemne kuszenie nie poszło na marne. Niechże Pan się skusi i dłużej nie opiera, bo z przykrością stwierdzam, że nie należę do kusicieli wytrwałych. Przecież Pan wie jak strasznie jest kusić kogoś bez efektu, kiedy ten ktoś kuszony odwraca się plecami bez słowa, wypina pośladki i kusi, ale jednocześnie nie pozwoli aby ktoś się na jego wdzięki pokusił. A może własnie Pan nie wiem jak to jest i sprawdza, prowadzi jakieś tajne badania, a mnie raczej traktuję już jako eksperyment naukowy i wykorzystuje moje ogromne chęci kuszenia. Ależ proszę Pana tak nie można, to się nie godzi aby mnie w tym wszystkim tak perfidnie wykorzystywać i udawać, że mnie to nie dotyczy, bo to są tylko Pana badania.
Pokuszę się jedynie o dość odważne stwierdzenie, żeby Pan przestał, opanował się w swych działaniach i spojrzał na mnie tak kusząco jak wtedy kiedy jeszcze moje kuszenie Panu nie przeszkadzało. Jak wtedy kiedy wręcz się Pan domagał, abym kusić Pana nie przestawała. Kiedy sam Pan nalegał i namawiał mnie na dotykanie Pana twarzy, ramion i brzucha. Niechże się Pan opamięta i porzuci te dziwne badania, które muszę przyznać nie najlepiej wpływają na jakość moich włosów, skóry i paznokci, nie wspominając już o moim stanie psychicznym. Niech Pan zaprzeczy i powie, że to wcale nie było żadne doświadczenie naukowe czy eksperyment. Niech Pan wróci normalnie po ludzku tak do domu, gdzie ja już będę kusić Pana swoimi wdziękami spod pierzyny, a Pan wślizgnie się do mnie bezszelestnie i znowu zacznie mnie kusić swoimi szeptami i tymi cholernie kuszącymi ramionami. I niech Pan nigdy nie zaprzestaje w swych działaniach kuszenia mej osoby, bo czy tak zupełnie na poważnie zapomniał Pan jak kusząco jest kiedy wzajemnie się kusimy? W przeciwnym razie nie pozostawi mi Pan wyboru i będę musiała się wypisać z tego przedsięwzięcia, eksperymentu czy badania, choć po dziś dzień nie wiem kiedy podpisałam zgodę, aby brać w tym udział.
Kusi mnie, żeby Panu o tym wszystkim powiedzieć, ale musiałby Pan chcieć mnie wysłuchać, a tymczasem nie dość, że Pan nie słucha to nawet nie stara się udawać, że słuchać powinien. Powiem Panu jedynie, w nadziei, że weźmie Pan to sobie do serca, ewentualnie schowa głęboko w kieszeni i będzie nosił to cały czas przy sobie, że od zawsze kusił mnie Pan jak nikt inny. Kusił Pan chyba nie do końca świadomy, że wyjdzie z tego kuszenia coś tak poważnego. Proszę tylko niech Pan sobie nie myśli, że nie na rękę była mi ta cała kusząca sytuacja, wręcz przeciwnie. Jak każdej pannie lekkich obyczajów schlebiało mi, że Pan taki wytworny w swych słowach i elegancki w swych gestach skusił się, aby to mnie włączyć w swój plan kuszenia świata i zrobił Pan to tak skutecznie, że jest mi aż wstyd, że dałam się tak Panu podejść. Przez jakiś czas później robił to Pan dość systematycznie. Kusząco mnie Pan budził, wślizgując się pod kołdrę i smyrając delikatnie piętami po stopach. Kusząco mi Pan szeptał sprośne teksty do ucha, żebym szybciej zwlekła się z łóżka, choć to rzadko się udawało, kiedy już Pan pod tą kołdrą był. Kusząco zalewał Pan kawę rano mlekiem, abym szybciej się obudziła i podziwiała Pana w dalszym kuszeniu. Kusząco Pan wbijał jaja na patelnię, dosypując świeżo przystrzyżony szczypiorek, jakby go Pan zerwał z ogródka pod blokiem. Kusząco całował mnie Pan w czoło i powtarzał wszystko ma zniknąć. I zawsze się zastanawiałam co Pan tak do końca ma na myśli. Przecież ja nie chcę, żeby Pan zniknął. A czasem jak pomyślę, tak bardzo intensywnie, to wydaje mi się, że własnie Pan mi znika. Widzę Pana jeszcze, dostrzegam Pana zarys, kształt ramion, tych które do dziś mnie tak kuszą, że muszę spać daleko od Pana, bo kusi mnie, żeby Pana dotknąć, ale nie chcę, żeby pomyślał Pan sobie o mnie wariatka. Bo kiedyś sam Pan kusząco nakłaniał, abym Pana tak dyskretnie posmyrała tam gdzie lubi Pan najbardziej, za uszkiem, po pleckach czy dupce. Pokusić bym się mogła o stwierdzenie, że w całej tej sytuacji strasznie mnie Pan oszukał, bo najpierw mnie Pan kusił i namawiał do tych wszystkich sprośnych słów i gestów, a teraz Pan z kuszenia zrezygnował i co gorsze mi też kusić nie pozwala, a ja przecież lubię kusić Pana.
Kusi mnie, a nawet cholernie, bym rzekła, mnie kusi żeby jakoś Pana zmusić, nakłonić do dalszej kooperacji. Mam nawet takie fantazje, żeby Pana przywiązać, rozebrać i kusić, kusić, kusić, ale przecież w tak stresującej sytuacji wcale nie będzie Pan miał ochoty skusić się na moją pokusę. Więc zachodzę w głowę i snuje wielki plan, żeby to całe wzajemne kuszenie nie poszło na marne. Niechże Pan się skusi i dłużej nie opiera, bo z przykrością stwierdzam, że nie należę do kusicieli wytrwałych. Przecież Pan wie jak strasznie jest kusić kogoś bez efektu, kiedy ten ktoś kuszony odwraca się plecami bez słowa, wypina pośladki i kusi, ale jednocześnie nie pozwoli aby ktoś się na jego wdzięki pokusił. A może własnie Pan nie wiem jak to jest i sprawdza, prowadzi jakieś tajne badania, a mnie raczej traktuję już jako eksperyment naukowy i wykorzystuje moje ogromne chęci kuszenia. Ależ proszę Pana tak nie można, to się nie godzi aby mnie w tym wszystkim tak perfidnie wykorzystywać i udawać, że mnie to nie dotyczy, bo to są tylko Pana badania.
Pokuszę się jedynie o dość odważne stwierdzenie, żeby Pan przestał, opanował się w swych działaniach i spojrzał na mnie tak kusząco jak wtedy kiedy jeszcze moje kuszenie Panu nie przeszkadzało. Jak wtedy kiedy wręcz się Pan domagał, abym kusić Pana nie przestawała. Kiedy sam Pan nalegał i namawiał mnie na dotykanie Pana twarzy, ramion i brzucha. Niechże się Pan opamięta i porzuci te dziwne badania, które muszę przyznać nie najlepiej wpływają na jakość moich włosów, skóry i paznokci, nie wspominając już o moim stanie psychicznym. Niech Pan zaprzeczy i powie, że to wcale nie było żadne doświadczenie naukowe czy eksperyment. Niech Pan wróci normalnie po ludzku tak do domu, gdzie ja już będę kusić Pana swoimi wdziękami spod pierzyny, a Pan wślizgnie się do mnie bezszelestnie i znowu zacznie mnie kusić swoimi szeptami i tymi cholernie kuszącymi ramionami. I niech Pan nigdy nie zaprzestaje w swych działaniach kuszenia mej osoby, bo czy tak zupełnie na poważnie zapomniał Pan jak kusząco jest kiedy wzajemnie się kusimy? W przeciwnym razie nie pozostawi mi Pan wyboru i będę musiała się wypisać z tego przedsięwzięcia, eksperymentu czy badania, choć po dziś dzień nie wiem kiedy podpisałam zgodę, aby brać w tym udział.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)