środa, 18 listopada 2015

Facet na którym nie można polegać, nie jest atrakcyjny.

       I oto nadszedł ten czas. Pan wie, co mam na myśli? Wstałam jak zwykle w zwyczaju mam w południe, bo do trzeciej w nocy, jak co noc, układałam w głowie nikczemny plan na swoje życie. I jakimś takim dziwnym trafem powiem Panu wszystko zaczęło składać się w jedną całość. Ból głowy ustał. Oczy wydawały się bardziej wyraźne, a nie szkliste. Moja skóra nabrała wreszcie normalnego koloru, nie była już taka blada i zmęczona. Rysy twarzy były wyraźniejsze i włosy bardziej lśniące. Czy to za sprawą tych ostatnich nocy? Niewykluczone.

       Powiem Panu, że ja sama nie do końca wiem jak to działa, ale działa. A przecież w tym wszystkim najważniejszy jest rezultat. Chciałabym Panu to jakoś wytłumaczyć, opisać, opowiedzieć, ale nie umiem, a i tak jestem pewna, że by mnie Pan nie zrozumiał, bo to dla mnie samej jest dość dziwne. 

       W całej tej zagadkowej sytuacji jedno jest pewne. Dziś już zupełnie inaczej patrzę na to co dzieje się wokół mnie. Dostrzegam, kto przy mnie zawsze jest i doceniam to bardziej niż cokolwiek w życiu. Wiem już na kim mogę polegać i kto zawsze stanie w mojej obronie. Wiem kto mnie kocha niezależnie od tego jaki mam aktualnie humor. Wiem kto mnie nigdy nie okłamie i nie oszuka dla własnych korzyści czy chwilowych przyjemności. Wiem, kto tęskni za mną z dnia na dzień coraz bardziej i nie unika mych dłoni, głosu czy wzroku. Wiem, kto tak niecierpliwie czeka na każdą chwilę wspólnie spędzoną. Dziś to wiem. 

       Własnie dziś i własnie teraz jest ten czas, aby wreszcie zdać sobie z tego sprawę i zapytać, czemu do cholery kazał mi Pan na to tak długo czekać?

środa, 28 października 2015

Ona słucha techno w za ciasnych spodenkach.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia, to ją spotkasz. Nie zdarza się, aby przeszła obojętnie obok kogoś, zupełnie niezauważona. Wszystko to za sprawą tych spodenek i zbyt głośno puszczonej muzyki w słuchawkach, której słuchasz mimowolnie i poddajesz jej się bezsprzecznie.
Parę razy zdawało jej się, gdy muzyka w słuchawkach przestała dudnić, bo losowo wybierała kolejny kawałek w swej bogatej playliście, że ktoś ją o coś pyta, bądź mówi do niej chaotycznie i niespójnie, lecz nigdy zbytnio się tym nie przejmowała, uśmiechała się jedynie od ucha do ucha i odchodziła w przeciwnym kierunku, nie zawsze zgodnym z celem jej wędrówki.

       Ci którzy ją poznali, zawsze mówili, że nie znają drugiej tak zagadkowej osoby. Wszędzie gdzie była, wypełniała swoją pozytywną energią każde miejsce. Nie miewała gorszych dni, nie tęskniła za tym czego nie miała, bo całą swoją uwagę skupiała na tym co aktualnie posiadała. Ważne było tylko tu i teraz. Jej myśli nie krążyły wokół dalekiej przyszłości, bo po co planować coś co i tak nie wiadomo czy nadejdzie.
Nie martwiła się, że wraca do domu gdzie nikt na nią nie czeka, bo zawsze otaczała się najbliższymi i najważniejszymi osobami, które znała i to one dawały jej siłę na przetrwanie każdego dnia, mimo, że żadne z nich o tym nie wiedziało. Pewnie dlatego właśnie dawała im siebie w całości, tak w ramach wdzięczności za to, że są.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia... Niech nie zmyli cię jedynie fakt iż wszystko co o niej do tej pory wiedziałeś wcale się nie sprawdzi. No może tylko to, że dalej słucha techno i czasem zakłada za ciasne spodenki, lecz chyba już tylko z sentymentu. Po dawnej jej, zostało już tak niewiele.
Czuła ostatnimi czasy, że coś co do tej pory trzymało ją w pionie, już dawno zniknęło, przepadło i nie miało już sensu. Pozostał jedynie szary gęsty dym w jej głowie, jak po wypaleniu papierosa, kiedy całe pomieszczenie wypełnia się po brzegi tym przeszywającym, śmierdzącym dymem.
Jak to się mogło stać? Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła wierzyć, że nic nie jest w stanie jej zniszczyć? Rozsypać na drobne kawałki jak puzzle. Ile razy już próbowała poskładać je w jedną całość. Bez skutku. Cóż nie ma się co dziwić. Dopiero po dłuższym czasie dotarło do niej, że brakuje najważniejszego elementu, który mógłby uratować tą beznadziejną sytuację. Nawet nie wie, kiedy i gdzie to zgubiła. Może stało się to dokładnie w tym samym momencie, kiedy przez chwilę dała się ponieść najsilniejszym emocjom jakie ją spotkały w całym jej dotychczasowym życiu. Może to właśnie to ją zgubiło.

       Jeśli będziesz miał tyle szczęścia, nie machaj rękami, nie krzycz, nie wołaj i nie pytaj co się do cholery z tobą stało? Spróbuj jedynie, przez chwile, przez ułamek sekundy zajrzeć jej głęboko w oczy i sprawdzić czy tam na szarym końcu wciąż tli się to małe światełko.

sobota, 8 sierpnia 2015

Zamień (MY) się.

       Drogi Panie. Wie Pan jak to mówią? Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Dlatego też wpadłam dziś na zacny pomysł, bo ponoć tylko z takich słynę. Namówić bym Pana chciała na swego rodzaju grę, a nawet rzekłabym zabawę, a przecież oboje doskonale wiemy, że bawić się Pan zawsze lubił. Zwłaszcza uczuciami. A żeby Pana jeszcze bardziej zachęcić do udziału w tym przedsięwzięciu dodam jedynie, że wszystko w zasadzie jest już zaplanowane i to w najdrobniejszych szczegółach. Jedyne co musi Pan zrobić, to się zgodzić i dać się ponieść fantazji, a fantazję przecież ma Pan bujną, więc nie obawiam się w najmniejszym stopniu, że Pan sobie nie poradzi.

       Zasady są bardzo proste, nie ukrywam, że stworzone z myślą o Panu, żeby zaoszczędzić Pańskiego czasu na wszystkie te domysły i wyeliminować wszelkie wątpliwości. A więc na czym ta cała gra polega? A nie, przepraszam, jeszcze proszę dać mi chwilę, bo to co teraz powiem jest bardzo ważne. Otóż, zanim omówimy szczegóły musi Pan mieć jedno na uwadze. Jest to kwestia priorytetowa i tak naprawdę bez niej nie może Pan się dalej ze mną bawić. Jeśli zdecyduje się Pan ze mną zagrać i zaakceptuje wszystkie zasady, odwrotu już nie będzie. Lubi Pan wyzwania? Wiem, że tak. Przecież inaczej by tu teraz Pana nie było. Nie przedłużając. 
To jest ten moment, w którym należy podjąć męską decyzję. A wie Pan czym taka decyzja się charakteryzuje? Powiem o tym tylko dlatego, żeby być pewną, że się dobrze rozumiemy. Otóż jak sama definicja krzyczy, jest to nic innego jak odważna, ciężka czy tam trudna, świadoma i stanowcza decyzja, dodam jeszcze, podjęta bez wahania. Dużo trudnych słów. Więc ja to dla Pana specjalnie uproszczę. 
Jak się Pan chce ze mną bawić to bardzo proszę, ale w trakcie zabawy nie może Pan nagle rzucić zabawek i powiedzieć, że się ta gra Panu znudziła i już się Panu nie podoba. Jak we wszystkim w życiu, tak i tu trzeba być wytrwałym, no i trzeba być mężczyzną. A przecież doskonale wiemy, że żaden prawdziwy mężczyzna nie wyjdzie z imprezy bez pożegnania.

       Dam Panu chwilę. Niech Pan odsapnie, to w gruncie rzeczy nie jest tak skomplikowane jakby się wydawać mogło. Uprzedzam jednak Pana pytanie. Tak byli tacy, którym się nie udało. Dlaczego? Bo niestety chłopcy tak mają, że przy pierwszym niepowodzeniu odwracają się na pięcie i wracają do mamusi. No ale proszę Pana, nie jesteśmy przecież dziećmi. A i sama gra nie nadaje się dla osób o słabych nerwach i poniżej osiemnastego roku życia. Czuje się Pan lepiej? Możemy przejść do sedna sprawy? Mina nadal nietęga, ale oczy, tak w tych oczach widać pełną gotowość. Czyli co wchodzi Pan w to? Uh... Nieostrożnie dobieram słowa. A zatem proponuję usiąść wygodnie i nieco bardziej niż zazwyczaj wytężyć swój umysł.
No to siup!

       Gra nosi nazwę z angielskiego (of course) Role Reversal i jak Pan doskonale wie (podstawy chyba Pan ogarnia, chociaż poliglotą to Pan nie jest), oznacza to nic innego jak zamianę ról. Hmm... I teraz ma Pan pewnie nie lada zagwozdkę, ale proszę się nie martwić, przecież jestem tu po to, żeby Panu pomóc.
W grze biorą udział tylko dwie osoby, bo powiadają, że troje to już tłum (choć w pewnych kwestiach, mogłabym się z tym stwierdzeniem nie zgodzić), więc o co tak naprawdę tutaj chodzi? Otóż, na pewien czas, zamieniamy się rolami. Teraz to ja będę Panem, czyli osobą, która zupełnie nie ma ochoty z Panem rozmawiać, kompletnie Pana ignoruje i robi wszystko, aby nawet przez chwilę nie przebywać w Pana towarzystwie. Mało tego, aby nadać całej sprawie pikanterii, będę się umawiać bóg wie z kim, będę korzystać ze wszystkich możliwych rozrywek, a przy tym wszystkim, będę się zapierać jak tylko mogę, że ja tak generalnie, to nie mam ochoty nigdzie wychodzić i z kimkolwiek rozmawiać. A jak wrócę, bądź jak będę miała jakąś niecierpiącą zwłoki sprawę, wtedy może się i nawet do Pana odezwę, ale proszę się tak nie podpalać jak szczeniak. Jak sprawę załatwię, to dalej będę Pana omijać szerokim łukiem.
A co Pan robi w tym czasie? Niewiele więcej. Początkowo chodzi Pan i pyta. Ale odpowiedzi Pan nie dostanie, bo to by było za łatwe. Kilka razy jeszcze Pan próbuje, ale efekt jest ten sam. Później mówi Pan już coraz mniej. Bardziej obserwuje, zastanawia się i analizuje całą tą sytuację. Stara się interpretować pewne zachowania, ale bez większego skutku. Wtedy myśli Pan, że nadchodzi przełom, że czegoś się Pan dowie, bo nasz wzrok na krótką chwile, ale jednak, się ze sobą zbiegł. Niestety, to znowu ja wyciągam z Pana informację nie udzielając żadnych sensownych odpowiedzi na Pana pojedyncze pytania. Jedyne co Pan może, to cierpliwie czekać, aż to ja będę chciała wreszcie coś Panu o sobie opowiedzieć. Ale proszę się nie trudzić. Trochę to potrwa, gdyż ja teraz skupiać się będę na sobie. Tylko i wyłącznie.
A Pan? Pan się musi starać. I to podwójnie. Stawać na głowie i robić wszystko, abym zwróciła na Pana swoja uwagę. Tu z kolei liczy się kreatywność i zupełna dowolność, więc ma Pan pełne pole do popisu. Proszę jednak uważać, bo moje zainteresowanie może być tylko chwilowe i za moment okaże się, że musi Pan szukać dla mnie innej rozrywki, bo aktualnie ktoś inny zainteresował mnie bardziej. No, ale na tym to mniej więcej polega.

       Jest tylko jeden minus całej tej gry. Oczywiście minus dla Pana. Nigdy nie wiadomo kiedy ta zabawa się skończy. Nie ma ona określonego czasu, nie ma żadnego terminu ważności. Ale proszę się nie martwić, nie ma Pan przecież ciekawszych planów ma najbliższy czas, no chyba, że o czymś mi nie wiadomo, z tym, że wie Pan, ta gra polega właśnie na tym, że to nie Pan decyduje o wszystkim, tylko ktoś te decyzje podejmuje za Pana.

       A zatem myślę, że spokojnie możemy przystąpić do zabawy. Trzymam kciuki, życzę wytrwałości i powodzenia. A gdyby się okazało, że jednak nie daje Pan rady, to cóż proszę przyjść i powiedzieć, że to wszystko Pana przerosło, że nie może Pan tego wszystkiego dłużej znieść i musi się Pan z tego wszystkiego wypisać, bo to przerasta Pana siły.

       Proszę się nie martwić, nikt nie będzie krzyczał, ale jak Pan wie, w każdej grze zwycięzca może być tylko jeden, a ponieważ to ja ostatecznie mam większe szanse na wygraną, to dalej będę odgrywać swoją rolę. Wzruszę jedynie od niechcenia ramionami i uznam tą Pana porażkę, za moją nagrodę.

       Teraz chyba należałoby sobie pogratulować tej jakże uczciwej walki, ale jak podać rękę komuś, kto tak koncertowo spierdolił Panu życie?